czy

modro_2

mmmmm

w raju

modro_444

test2

test

Wzorniki farbiarskie

Farbiarnie, jak wszystkie zakłady usługowe, działały według praw ekonomii. Farbowanie płótna i drukowanie wzorów odbywało się w ścisłym związku z popytem wynikającym z potrzeb, gustów i zamożności klientek, o które trzeba było dbać, gdyż to ich zadowolenie i lojalność zapewniały farbiarzom byt. Oferty farbiarni bywały więc bardzo bogate. Niektóre z nich dysponowały kilkoma setkami matryc drukarskich, co powodowało, że wybór wzoru mógł sprawiać problemy. Zapewne najtrudniej było wybrać kombinacje deseni, które w przewidzianych modą układach miały zdobić chustki, spódnice lub zapaski. Orientację w ofercie farbiarni ułatwiały wzorniki. Mogły mieć one formę dużego płatu tkaniny, na którym nadrukowane były wszystkie wzory oznaczone numerami. Taki ozdobny „patchwork” wisiał na ścianie „salonu obsługi klienta”, czyli w części farbiarni, gdzie przyjmowano płótno do farbowania i wydawano gotowy towar. Zdecydowanie częściej używane były przenośne wzorniki – książki. Na kartach takiego wzornika wydrukowane były wszystkie wzory ze wszystkich form, we wszystkich odcieniach, które oferowała farbiarnia. Także tu każdy deseń miał numer, który odpowiadał numerowi na formie. Kiedy klientka dokonała już wyboru, to farbiarz oznaczał płótno przeznaczone do farbowania właściwym numerem. Taki sam numer wybity na blaszce dawał klientce, która musiała go oddać przy odbiorze zamówionego towaru. Do wzorników książkowych należy katalog druków z farbiarni Franciszka Buszka w Muszynie (nr inw. 8940/mek), w którym na czarnych i czarnobrązowych kartach zostały odbite wzory. Większość deseni ma kolor biały, a kilka jasnoniebieski. Obok odbitek naklejono numery wycięte z kalendarza, niektóre z nich przerobiono ręcznie. Wzory na większości kart odbite zostały z pojedynczych klocków, ale kilka skomponowano z dwóch lub trzech form. Numery wzorów zgadzają się z numerami matryc. Wzorniki tego typu znajdują się także w zbiorach słowackich muzeów m.in. w Starej Lubowli, Lewoczy i Martinie.

Nie wszyscy farbiarze czekali, aż klienci trafią do pracowni, ale sami docierali do nich na jarmarkach, targach i odpustach. Rzemieślnicy oferowali wtedy gotowe tkaniny, które sprzedawali lub wymieniali za domowe płótno. Często też w terenie zbierali zamówienia do późniejszej realizacji w warsztacie. Przedsiębiorczy farbiarze zatrudniali nawet specjalnych agentów, którzy w poszukiwaniu klientek objeżdżali wsie. Na targach i odpustach i w czasie podróży handlowych, katalogi wzorów bardzo się przydawały.