czy

modro_2

mmmmm

w raju

modro_444

test2

test

Trochę historii

Umiejętność drukowania na tkaninie, czyli odbijania na niej wzoru z matrycy, dotarła do Europy ze Wschodu. Takie pochodzenie ma zarówno druk bezpośredni, jak i z użyciem masy izolacyjnej (modrodruk). Dokładny przebieg dróg, którymi wędrowały tajniki zdobienia tkanin drukiem oraz początki europejskiej historii drukarstwa tekstylnego, ze względu na nieliczne źródła, nie zostały jednoznacznie określone. Co najmniej kilka stuleci przed Europejczykami drukowanie tkanin praktykowali rzemieślnicy w Indiach i być może właśnie stamtąd, przez Persję, Azję Mniejszą i Egipt za pośrednictwem Arabów trafiło ono do Hiszpanii, później do Niemiec i innych krajów Europy. Możliwe też, że drukarstwo tekstylne przybyło szlakiem wiodącym przez włoskie miasta, które bardzo intensywnie kontaktowały się ze Wschodem. Z kolei na wschód Europy zapewne dostało się z Bizancjum.

Na pewno jako pierwszy pojawił się w Europie druk bezpośredni. W średniowieczu tak ozdabiane tkaniny cieszyły się dużym powodzeniem nie tylko ze względu na walory dekoracyjne, ale także na możliwość naśladowania kosztownych atłasów i brokatów. Zdobione drukiem tkaniny służyły zarówno do szycia odzieży, paramentów kościelnych, jak i na obicia ścienne, zasłony, antepedia. Już w początkach XIII w. druk bezpośredni miał występować w Hiszpanii, a jeszcze wcześniej na ziemiach ruskich. Z XV stulecia pochodzi instrukcja o sposobie druku tkanin autorstwa włoskiego mistrza Cennino Cenniniego (1370 – 1440). W książce „Rzecz o malarstwie”, oprócz opisu technik malarskich autor daje wskazówki w jaki sposób „drewnianą formą malować na tkaninie”. Instrukcja dotyczy przygotowania form drukarskich, farb oraz techniki samego druku. Ręczny druk bezpośredni utrzymał się w Europie do końca XVII w. Znacznie dłużej, bo jeszcze w latach międzywojennych praktykowano go we wsiach na wschodzie Polski i na Rusi, w których pojawił się w II połowie XIX w. i dzięki prostocie techniki był stosowany przez wędrownych rzemieślników.

Druk z użyciem masy izolacyjnej ma zapewne równie długą historię, jak druk bezpośredni. Podobnie, jak w przypadku druku prostego, trudno uchwycić moment, w którym dotarł do Europy. Wzmianki na temat używania rezerwy przy farbowaniu tkanin pojawiają się u rzymskich historyków już w początkach naszej ery. Pliniusz Starszy (23 – 79) w „Historii naturalnej” opisuje „nadzwyczajny” sposób, w jaki ówcześni mieszkańcy Egiptu zdobili tkaniny. Nazywa go tak, gdyż wzory były niewidoczne do momentu zanurzenia tkaniny w kotle z gorącym barwnikiem. Technika ta była tym bardziej tajemnicza, że mimo farbowania w jednym kolorze, desenie miały różne barwy, co znaczy, że ówcześni rzemieślnicy znali chemiczne właściwości mas izolacyjnych. Historyk zwraca także uwagę na odporność kolorów przy praniu i trwałość tkanin. Z opisu nie wynika jednak, czy wzory były odbijane przy pomocy form, czy ręcznie malowane. Znakiem obecności modrodruku w Europie jest fragment lnianego płótna z białym ornamentem na bladoniebieskim tle znaleziony w grobie biskupa Cezarego z Arles (zm. 542 r.), jednak pochodzenie tego obiektu wiązane jest ze Wschodem, a nie miejscową produkcją. Później w europejskich dziejach druku pośredniego następuje przerwa trwająca dziesięć stuleci, a po niej rozpoczyna się spektakularny rozkwit tej techniki. Za przełom w europejskich dziejach modrodruku można uznać wizytę posłów z Chin na dworze króla Francji Ludwika XIV w 1680 r. Podczas zwyczajowej wymiany darów Król Słońce otrzymał niespotykane, delikatne bawełniane płótna z pięknie drukowanym białym wzorem na niebieskim tle. Tkaniny te wzbudziły wielki zachwyt i stały się wkrótce bardzo modnym i poszukiwanym towarem oraz przedmiotem sporów handlowych i konfliktów gospodarczych. Przypływ importowanych tkanin oraz rozwój nowej techniki farbowania i drukowania groził miejscowym uprawom urzetu barwierskiego (Isatis tinctoria L.), którym dotychczas barwiono tkaniny na niebiesko oraz lokalnym producentom płótna. Na przywóz wschodnich tkanin nałożono wysokie cła oraz zmonopolizowano handel nimi. Dzięki zakazom udało się nieco ograniczyć wpływ nowinek na tkactwo, ale indygo wygrało rywalizację z urzetem.

Już w końcu XVII w., jako jedni z pierwszych, importowane bawełniane tkaniny zaczęli farbować Holendrzy i Anglicy. Do Holandii przywożono nie tylko bawełniane materie i indygo, ale też chińską porcelanę, która ugruntowała modę na niebieską barwę w odzieży i w ceramice. Warto wspomnieć, że modrodruk nazywano drukiem porcelanowym. Nieco później modrodruk rozwinął się we Francji i w Niemczech. W XVIII w. kontynuował swój marsz na wschód Europy. Przez Prusy, Śląsk, Czechy i Morawy dotarł do Polski, na Słowację i dalej na wschód, na Białoruś i do Rosji. Nowe sposoby druku i farbowania tkanin były cenione ze względu na trwałość barwy przy praniu oraz połysk, który uzyskiwano bez szkody dla wzoru. Produkcja tkanin tym sposobem była bardzo dochodowa, więc chętnie zakładano drukarskie manufaktury. Niebywały rozkwit farbiarstwa indygowego oraz druku z rezerważem, spowodował zanik warsztatów rzemieślniczych zajmujących się pozytywnym drukiem za pomocą farb olejnych. Z kolei rozwój manufaktur drukujących tkaniny spowodował upadek małych pracowni modrodruku. Ich właściciele zlikwidowali warsztaty i zasilili personel drukarni lub przenieśli się na prowincję. Rozkwit ręcznego modrodruku trwał krótko. Już w pierwszej połowie XIX w. wyraźnie osłabł na Zachodzie, gdzie zaczął rozwijać się nowoczesny fabryczny przemysł tekstylny. Manufaktury, których powodzenie wyeliminowało z rynku małe warsztaty rzemieślnicze, nie mogły wygrać konkurencji z drukiem przy użyciu maszyn. Zmiany te wkrótce objęły całą Europę. Jednak były miejsca, gdzie tradycyjne drukarstwo tekstylne utrzymało się dłużej i na większą skalę. Na Słowacji pracownie farbiarskie trudniące się modrodrukiem funkcjonowały jeszcze w latach 60. XX w.

Do Polski, leżącej z dala od centrów europejskiej gospodarki, drukarstwo tekstylne dotarło z Zachodu dopiero pod koniec średniowiecza. Źródła poświadczają fakt istnienia drukarni tkanin w 1490 roku w stołecznym Krakowie. Rozwój rzemiosła nastąpił w renesansie, gdy stały się modne obicia ścienne zwane szpalerami lub kołtrynami. Drukarnie tkanin powstawały tam, gdzie rozwijało się płóciennictwo, a ze względu na kierunek wędrówki rzemiosła, najdawniejsze tradycje farbiarskie mają zachodnie ziemie dzisiejszej Polski, przede wszystkim Dolny Śląsk i Ziemia Lubuska. Płóciennictwo kwitło także w dorzeczu Wisłoki i Wisłoka: w tym regionie już w XVII wieku istniała drukarnia w Jarosławiu. W drugiej połowie XVIII w. nastąpił wyraźny rozwój drukarstwa związany z powstawaniem manufaktur królewskich, magnackich i szlacheckich, do których sprowadzani byli zagraniczni fachowcy, głównie Niemcy.

W połowie XVIII w. na teren Polski dotarł z Zachodu druk z rezerważem. Pierwsze pracownie modrodruku powstały m.in. w Oławie i Jeleniej Górze. Od 1795 roku działała drukarnia w Krakowie. W pierwszym dziesięcioleciu XIX w. drukarnie tekstylne były zakładane masowo; na Śląsku i Pomorzu działały prawie w każdym miasteczku. Gdy w połowie XIX w. nastąpił kryzys drukarstwa ręcznego, które przegrało konkurencję z drukiem mechanicznym, rzemieślnicy z zaboru pruskiego, ale także z Niemiec i Czech szukali dla siebie miejsca w słabiej rozwiniętym przemysłowo zaborze austriackim, rosyjskim oraz w Rosji. Niektórym z nich udało się założyć duże drukarnie, które mogły dalej się rozwijać, inni zostali robotnikami w tych zakładach, a całkiem duża grupa farbiarzy zaczęła pracować dla odbiorców ze wsi. Nowe drukarnie wchłonęły dawne warsztaty pracujące techniką bezpośrednią, albo wyparły je na tereny biedniejsze i słabiej rozwinięte. Tym właśnie tłumaczyć można rozkwit druku bezpośredniego na wschodzie Polski. Z połączenia tradycji wysokiej klasy rzemiosła oraz gustów odbiorców, powstała nowa dziedzina ludowego zdobnictwa – drukarstwo na płótnie. Drukowane płótna były uważane na wsi za piękne, wytworne oraz trwałe, więc szybko stały się modne. Szyto z nich przede wszystkim odzież. Modrodruki służyły także do szycia bielizny pościelowej. Przemysł tekstylny, który przyczynił się pośrednio do przeszczepienia druków na tkaninach na wieś, spowodował także upadek tego rzemiosła. Już pod koniec XIX w. na rynku pojawiły się przemysłowo drukowane kartony, perkale i tybety, które wygrały konkurencję z ręcznymi drukami. Generalnie rzemiosło drukarskie przestało funkcjonować na ziemiach polskich przed I wojną światową. Jedynie na wschodzie utrzymało się dłużej. Historię rzemiosła w Polsce zakończyła ostatecznie II wojna światowa.

Justyna Masłowiec