czy

modro_2

mmmmm

w raju

modro_444

test2

test

Farbiarze i farbiarnie

Dzieje europejskiego farbiarstwa były bardzo dynamiczne i właśnie to zmuszało rzemieślników do przeprowadzek. Ponadto, w początkach historii rzemiosła, farbiarze podlegali regułom cechowym, które nakładały na czeladnika obowiązek szkoleniowej wędrówki. Dopiero po jej odbyciu czeladnik mógł stać się mistrzem i założyć własny warsztat. Dzięki wędrówkom adeptów farbiarstwa rzemiosło mogło się rozwijać, gdyż w czasie podróży następowała wymiana praktycznej wiedzy oraz wzajemna, ożywcza inspiracja wzornictwem. Michał Stenczel, farbiarz z Kieżmarku na Słowacji, wędrował od 1832 roku przez dziewięć lat i odwiedził sto czterdzieści (!) miast. Podczas tej podróży był m.in. w Peszcie, Wiedniu, Salzburgu, Innsbrucku, Frankfurcie, Szczecinie, Dreźnie, Berlinie. W drodze powrotnej pracował w warsztatach w Rużomberoku i Liptowskim Mikulaszu. Nawet wtedy, gdy cechowe zasady przestały obowiązywać, zdarzało się, że wędrówki szkoleniowe były podejmowane. Farbiarz Milan Andrej Lilge (1882–1965) z Martina na Słowacji, należący do rodziny z długimi tradycjami farbiarskimi, odbył czteroletnią wędrówkę czeladniczą. Zaczął ją na Spiszu w farbiarniach w Starej Lubowli i Spiskiej Białej, później ruszył na południe, na Węgry. Dotarł do w Szekesfehervaru, Gyoru, Cegledu i Szegedu. W każdym z tych miejsc przebywał trzy lub cztery miesiące. Zawędrował też do rumuńskiej Timisoary, skąd ruszył na północ. Trafił na Śląsk, do Rybnika, a później do kolebki farbiarstwa – Bawarii, gdzie praktykował w farbiarni we Fryzyndze. Do rodzinnego warsztatu powrócił jako 21 letni doskonale wykształcony i doświadczony farbiarz. Lilge z wielkim powodzeniem rozwijał później działalność swojej pracowni. Jednak pod koniec XIX w. wędrówki takie były już rzadkością. Przyszli farbiarze zdobywali farbiarskie umiejętności w warsztacie w najbliższej okolicy, albo uczyli się bezpośrednio od swoich ojców, gdyż rzemiosło – wiedza oraz warsztat, najczęściej było dziedziczone w obrębie rodziny. Małe farbiarnie były firmami rodzinnymi, większe posiłkowały się pracą pomocników oraz uczniów, których przyjmowano na naukę. Obsada farbiarni zwiększała się, gdy wzrastała ilość zamówień. Podczas drukowania tkanin pracowały zazwyczaj dwie osoby. Wydajne i wygodne było zatrudnienie dwóch kolejnych do prac związanych z farbowaniem i maglowaniem. Cięższe prace wykonywali mężczyźni, a lżejsze, np. przygotowanie papu – kobiety. Niektóre czynności, takie jak płukanie tkanin, często wykonywano wspólnie. Praca wiejskich farbiarni miała charakter sezonowy; zasadnicze czynności – drukowanie, farbowanie i maglowanie rozpoczynano wraz z nadejściem wiosennych, ciepłych dni, a kończono na jesieni. W zimie farbiarnie były nieczynne. Czas przestoju poświęcano na naprawianie i przygotowanie form, prace porządkowe oraz wymyślanie nowych kombinacji wzorów. W pracowni w Puchowie nad Wagiem zimowa przerwa w działalności farbiarni miała swój zwyczajowy termin – od św. Andrzeja (30 listopada) do św. Józefa (19 marca).

W związku z tym, że modrodruk wędrował z zachodu na wschód Europy, trudno się dziwić, że wielu rzemieślników wśród małomiasteczkowych i wiejskich farbiarzy m.in. w Polsce i na Słowacji, miało obce pochodzenie. Przeważali wśród nich przybysze z Niemiec, Czech oraz Moraw. Jednak, aby współpracować z lokalną klientelą, rzemieślnicy szybko włączali się w środowisko, dla którego pracowali. Poza obcobrzmiącymi nazwiskami farbiarzy (m.in. Klein – Orawka, König – Chochołów, Strauch – Opoczno) kierunek wędrówki drukarstwa tekstylnego potwierdza specjalistyczny język farbiarski, bazujący na języku niemieckim. Farbiarstwem w Polsce zajmowali się także Żydzi.

Specyfika rzemiosła farbiarskiego wymagała specjalnie zorganizowanej przestrzeni, dlatego zagrody farbiarzy były podzielone według potrzeb związanych z mieszkaniem, uprawianym rzemiosłem oraz gospodarowaniem, gdyż rzemieślnicy często zajmowali się także pracą na roli i hodowlą. Duże farbiarnie obejmowały kilka pomieszczeń: drukarnię tkanin ze stołami drukarskimi, farbiarnię z kadziami, suszarnię, pomieszczenie na magiel, magazyn, gdzie składowano płótno przed i po farbowaniu oraz miejsce, w którym odbywała się obsługa klientów. Mniejsze pracownie miały tylko dwa pomieszczenia - drukarnię i farbiarnię położone zazwyczaj za częścią mieszkalną domu. W takim wypadku tkaniny były suszone na powietrzu, a maglowano je w stodole.

Najważniejszym sprzętem w drukarni był duży stół z blatem wysłanym suknem lub filcem i pokrytym płótnem. Dzięki takiemu przygotowaniu powierzchni roboczej forma miękko przylegała do drukowanej tkaniny, a wzór dobrze się odbijał. Wydajność warsztatu w dużej mierze zależała od ilości stołów drukarskich. W pobliżu stołu umieszczany był pojemnik z papem skonstruowany jak poduszka do pieczątek. Szczotką lub pędzlem smarowano papem sprężystą powierzchnię „poduszki”, potem przykładano do niej formę. Elastyczne dno pojemnika przylegało do formy i równomiernie rozprowadzało pap. W farbiarni z kolei najważniejsze były kipy – kadzie z indygiem, w których barwiono zadrukowane płótna.

Justyna Masłowiec